Trzymam w ręku radio z antenką i bezskutecznie próbuję wyszukać jakiejkolwiek stacji z wiadomościami. Wszędzie szum, albo cisza. Gdzieś słyszę jakieś krzyki i wołanie. Wyłączam radio.Uciekam wraz z moja mamą do okrągłej wieży, która znajduje się nad szeroka rzeką lub zatoką morską. Woda jest czysta, widzę, że ludzie przypływają łodziami z różnych stron. Wchodzimy do wieży, ale widzę 3 psy, które chcą się dostać, ale nie mogą się wdrapać po drewnianych schodach. Wracam się i biorę każdego na ręce z osobna i wrzucam do wejścia tej wieży potem sobie same radzą. Na szczucie tej wieży jest już trochę obcych ludzi, jest ksiądz , organy i jest msza, ludzie modlą się. Ja znam tego księdza w tym śnie i mowie mu: "Cisza w radiu, nikt nic nie nadaje, zaczęło się". Mama dołącza się do modlitw, a ja schodzę na dół, bo moja babcia od strony mamy już przyszła z torbami i pomagam jej wejść. Babcia jest trochę otyła - w rzeczywistości nie jest - mówi mi, że dzieciom ukazała się matka Boska, ale ona jak tam poszła to już jej nie było widać. Powiedziałam im, że wszystko będzie dobrze, tylko mają się do Niej modlić. Mówię babci, żeby szła na górę , bo jest tam mama. Nagle widzę duża łódź, wielka motorówkę umalowaną na biało-zielono. Myślę sobie: to policja z Turcji i Cypru razem się zjednoczyli w końcu i będą Nas ochraniać. Widzę zielony księżyc i gwiazdę a pod nimi zieloną gałązkę oliwną - namalowany ten symbol jest na dziobie tej motorówki. Widzę tez inne łodzie policyjne, również w tych samych kolorach. Płyną szybko na wschód ku słońcu, które tam zachodzi (??). Widzę od zachodu i od południa chmury, ciemne, wiem, że za chwilę zacznie się koniec świata i wycofuję się do tej wieży.
O czym będę pisać?
Będę zapisywać w miarę na bieżąco swoje sny, które postaram się pamietać zaraz po przebudzeniu. Jest to forma dziennika snów, który ma pomóc w ich interpretacji. Będę także starała się pisać o sobie i swoich wizjach, które mam kiedy spojrzę na czyjąś fotografię.
27 kwietnia 2011
26 kwietnia 2011
Bez tytułu
Nie wiem jak zatytułować dzisiejszy sen. Nigdy nie mam z tym problemów, a dzisiaj jednak siedzę już od dobrych kilku minut i zastanawiam się co napisać.
Śniło mi się znowu to, że jestem w ciąży, tym razem jedno dziecko urodziło się (pomagała mi w porodzie jakaś młoda kobieta, nie wiem kto to był), a drugie nie chciało ze mnie wyjść. Poszłam więc do łazienki mojego liceum na piętro (myślałam, że szybciej urodzę jak pochodzę po schodach), chociaż nie wyglądała ta szkoła jak moje liceum z reala. Tam postanowiłam załatwić się, ale bardzo kręciło mi się w głowie. W pewnym momencie otwieram drzwi do swojej ubikacji i padam jak długa na posadzkę - zemdlałam. Tak we śnie na prawdę zemdlałam, bo zapadła ciemność, a ja słyszałam pisk w uszach i to dzwonienie, do tego słyszałam głosy jakiś dziewczyn, które przyszły umyć ręce. Usłyszałam: "O jejku co on robi?" Potem zapadła zupełna cisza i budzę się, na....wozie - replice wozu rzymskiego, który zabrał mnie ze szpitala, po jakiejś inscenizacji filmowej - ktoś zatrzymał ten wóz-replikę i tam mnie ułożono. Tak mi powiedział mężczyzna ubrany za rzymskiego żołnierza, który tym wozem z końmi powoził. Zawiózł mnie do domu. Tam spotkałam swego wujka - chrzestnego, który pyta mnie gdzie jest mój synek, bo chce go zobaczyć. Powiedziałam, że nie wiem, bo chyba byłam w szpitalu, nie mam 2 dziecka. Wujek, jednak się tym nie przejął i zapytał mnie czy ja w ogóle myślałam, żeby iść do szpitala i komuś zostawiać noworodka na przechowanie. Nie wiedziałam, o co chodzi, bo przecież nikomu mego dziecka, nie dawałam...Wujek kazał mi szukać synka. Pobiegłam gdzieś przez ulicę, ruch był jak w centrum dużego miasta. Zastanawiałam się kto mógł się takim maluchem zająć. Nie wiedziałam, gdzie jest moja mama, jak jej szukać.
Potem jestem w tym śnie gdzieś u jakiegoś małżeństwa, i Pani pokazuje mi, że robią naturalne mydełka ekologiczne i niedługo będą mieć o zapachu czekolady i cynamonu, że będą kosztował 15 zł i żebym zamówiła przez internet w środę najbliższą z ich sklepu, bo wtedy na pewno te mydełka przyjdą.
Śniło mi się znowu to, że jestem w ciąży, tym razem jedno dziecko urodziło się (pomagała mi w porodzie jakaś młoda kobieta, nie wiem kto to był), a drugie nie chciało ze mnie wyjść. Poszłam więc do łazienki mojego liceum na piętro (myślałam, że szybciej urodzę jak pochodzę po schodach), chociaż nie wyglądała ta szkoła jak moje liceum z reala. Tam postanowiłam załatwić się, ale bardzo kręciło mi się w głowie. W pewnym momencie otwieram drzwi do swojej ubikacji i padam jak długa na posadzkę - zemdlałam. Tak we śnie na prawdę zemdlałam, bo zapadła ciemność, a ja słyszałam pisk w uszach i to dzwonienie, do tego słyszałam głosy jakiś dziewczyn, które przyszły umyć ręce. Usłyszałam: "O jejku co on robi?" Potem zapadła zupełna cisza i budzę się, na....wozie - replice wozu rzymskiego, który zabrał mnie ze szpitala, po jakiejś inscenizacji filmowej - ktoś zatrzymał ten wóz-replikę i tam mnie ułożono. Tak mi powiedział mężczyzna ubrany za rzymskiego żołnierza, który tym wozem z końmi powoził. Zawiózł mnie do domu. Tam spotkałam swego wujka - chrzestnego, który pyta mnie gdzie jest mój synek, bo chce go zobaczyć. Powiedziałam, że nie wiem, bo chyba byłam w szpitalu, nie mam 2 dziecka. Wujek, jednak się tym nie przejął i zapytał mnie czy ja w ogóle myślałam, żeby iść do szpitala i komuś zostawiać noworodka na przechowanie. Nie wiedziałam, o co chodzi, bo przecież nikomu mego dziecka, nie dawałam...Wujek kazał mi szukać synka. Pobiegłam gdzieś przez ulicę, ruch był jak w centrum dużego miasta. Zastanawiałam się kto mógł się takim maluchem zająć. Nie wiedziałam, gdzie jest moja mama, jak jej szukać.
Potem jestem w tym śnie gdzieś u jakiegoś małżeństwa, i Pani pokazuje mi, że robią naturalne mydełka ekologiczne i niedługo będą mieć o zapachu czekolady i cynamonu, że będą kosztował 15 zł i żebym zamówiła przez internet w środę najbliższą z ich sklepu, bo wtedy na pewno te mydełka przyjdą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)