O czym będę pisać?

Będę zapisywać w miarę na bieżąco swoje sny, które postaram się pamietać zaraz po przebudzeniu. Jest to forma dziennika snów, który ma pomóc w ich interpretacji. Będę także starała się pisać o sobie i swoich wizjach, które mam kiedy spojrzę na czyjąś fotografię.

4 września 2019

Sen Vespera - Wysokie góry

        Sen był dziwny. Była noc, mroczna, ciemna, ponura. Widziałem mgłę. Wspinałem się po wielkich skałach, wysokich górach. Dotarłem na szczyt, tam było miasto w ruinach, stary zniszczony zamek. Ludzie tam byli szarzy, w starych łachmanach, widziałem zmęczonych rycerzy w zbrojach. Oni wszyscy odemnie coś chcieli. To całe miejsce było jak ze średniowiecza. Patrzyłem z góry w ogromne przepaście gdzie poprzez noc nie było widać dołu. A dziwne było w tym wszystkim że wiedziałem że jako jedyny pośród nich byłem wampirem. 🙄(nigdy mi się takie coś nie śniło). Ci ludzie otaczali mnie, byli dość prymitywni. Mówili do mnie, ale mnie to niezbyt interesowało, czułem się ponad ich problemami. Chodziłem między nimi, ale nie sprawiało mi to przyjemności. Jeden z nich był jakiś za bardzo agresywny, to go powaliłem na ziemię. Nie wiem czy przeżył, reszta miasta zaczęła mnie ścigać. Stanąłem nad wielką czarną przepaścią, chmury suneły powoli na niebie odsłaniając czasami gwiazdy i skoczyłem. Jak  tak leciałem poczułem w sobie moc, energię w okolicy splotu słonecznego. Zacząłem lecieć, to uczucie mnie unosiło, patrzyłem na skarpę i średniowieczne miasto z wysokości. Chmury suneły mi nad głową. W oddali zobaczyłem że nad przepaścią ktoś jeszcze stoi i był w niebezpieczeństwie, mieszkańcy chcieli też go zabić. Wylądowałem obok niego złapałem w pasie i w ostatniej chwili skoczyłem znowu w otchłań, uniósłem tego człowieka z dala od rozwscieczonego tłumu. Znowu oglądałem świat z wysoka, a najdziwniejsze, że w tym wszystkim nie czułem się jak we śnie tylko jakbym był w innym świecie.

6 sierpnia 2019

Mrówki

   
        Śniły mi sie dzisiaj mrówki, małe i też takie duże. Bylam jakby w lesie i patrzylam, ja te mrowki wspinaja sie na jakis krzak. Caly byl "obrosniety" tymi mrowkami. Byly to mrowki z poczatku male i czerwone, a potem jakby spod nich zaczely wychodzic duze czarne takie lesne i na moich cozach powiekszaly sie . Potem te czerwone jakby utworzyly most, aby te czarne wieksze moglby po nim przejsc na wysoka sosne. Ten most z czerwonych mrowek chwial sie, ale w koncu zaczepily sie do tej sosny i zaczely przechodzic w gore. Nastepnie ruszyly te duze czarne mrowki po tym moscie. Chyba kilka spadlo na ziemie, bo ten most byl bardzo waski, ale za chwile zaczely sie wdrapywac z powrotem.